Szukaj na tym blogu

środa, 24 października 2012

Uwieziony



Milion powodow, do radosci, do zachwytu,
central miasta, kazdy w bance swojego bytu.
Kazdy jeden przedstawia swoja historie,
zaklada maske, na twarzy wypisana emocje.


Jeden powod, do wspolczucia, do smutku,
central miasta, a on jeden na swoim wozku.
Sparalizowany od czubka glowy, po nieskonczonosc,
bez zadnej maski, na twarzy wypisana madrosc.


Czlowiek wiele razy mowi do siebie - DOSC!
zmienia nawyki, siebie, widzi nie raz ukojenie w niebie.
Ale nie on, on nie moze zawolac - DOSC!!
Jest uwieziony i skazany na ludzkie spojrzenia,
obojetne, w swojej bance ogromnego cierpienia


Czlowiek narzeka, ze brak mu milosci,
a gdy juz ja ma, narzeka, ze brak mu wolnosci.
Poloz sie na lozku, z mysla, ze juz ngdy nie wstaniesz,
pomysl, ze zycie polega tylko na otwieraniu oczu.
Czym jest milosc?...smiech, czy seks?
Czym jest troska, kazdy kolejny wdech jest bolem,
ze on tego nie zazna, kazdy kolejny dzien
wita z ogromnym trudem.



  • Niedawno szedlem ulica w centrum miasta, widzialem ludzi usmiechnietych, ludzi zabieganych, zagadanych, radosnych, wszyscy w swoim swiecie.
Wielu ludzi prowadzi normalne - szare zycie, jak to nazywaja. Pewien czlowiek uzmyslowil mi, ze nasze szare zycie, jest nadzwyczajnym zyciem. Chociaz mamy czasami  wszystkiego dosc, to ten czlowiek, uwieziony we wlasnym ciele, uzmyslowil mi,ze dano nam wielkie mozliowsci. Spotkalem tego czlowieka wsrod tlumu, zrobilo mi sie smutno, prawdopodobnie ktos troszczy sie o niego, dba, ale na pewno nie tak sobie wyobraza troske, i milosc. 
I ten wiersz jest o nim.

wtorek, 28 sierpnia 2012

" Dlaczego jestem chrześcijaninem? " Analogia

 
Ostatnio wpadła mi do rąk broszurka po tytułem " Dlaczego jestem Chrześcijaninem? " wyznania katolickiego, rekomendowana także przez portal jedynyzbawiciel.pl. Przeczytałem ją z dużą uwagą i doszedłem do wniosku. Tekst, opinie i poglądy zawarte w tej broszurce w zupełności odbierają autonomię myślenia człowieka.




 Treść tej broszurki nie pozostawia miejsca na uczucia i refleksje czytelnika, ale z góry je narzuca, a wręcz manipuluje. Próbuje zasiać zwątpienie, a zaraz potem na nie odpowiedzieć w dość bezprecendsowy sposób, którego nie da się zakwestionować.
Chciałbym zacytować kilka zdań z tej broszurki i przedstawić absurd tychże poglądów, oraz brak logiki i siłę manipulacji skierowaną na słabych, naiwnych i zagubionych ludzi. Nawiasem mówiąc, broszurka niewiele różni się formatem od broszurek świadków Jehowy.

1) " [...]Jednak pewnego dnia zacząłem zastanawiać się, dlaczego jestem chrześcijaninem. Odpowiedź na to pytanie wydawała się prosta i oczywista - jestem chrześcijaninem, bo moi rodzice są chrześcijaninami, dziadkowie też, sąsiedzi i znajomi również. "

Osobiście, mimo przyjętego chrztu, komuni świętej i bierzmowania, w sercu nie uważam się za chrześcijanina. Nadal mocno wierzę w Boga, ale przed laty byłem zbyt młody i głupi, by dokonać wyboru. Chrzest, komunię i bierzmowanie, a wszczególności dwa pierwsze obrządki religijne były decyzją, ale poza moją kontrolą. Nie miałem wtedy szczegółowej wiedzy teologicznej, wiedzy na temat dogmatu religijnego oraz doktryn. Formalnie oczywiście jestem chrześcijaniem, tak jak wielu ludzi. Ale nie zadaję sobie trudu apostazji ( oficjalne - formalne wykluczenie z kościoła i wyznania religijnego ), bo papierek mówiący, że oficjalnie figuruję w statystyce krajowej jako chrześcijanin, nic dla mnie nie znaczy. Poza tym powszechnie wiadomo, że to walka z wiatrakami i kościoły utrudniają to na wszelkie sposoby.
Dziś już wiem, że warto iść za głosem własnego serca, a nie za głosem tłumu. Kościół błędnie zakłada, że apostazja to bunt przeciw Bogu. Ale to własnie kroczenie za głosem serca oznacza iść w świetle Boga. Kościół odciąga ludzi od tych zamiarów, zmyślono postać diabła, szatana który rzekomo kusi, namawia do indywidualnej drogi, która jest tak naprawdę drogą indywiduacji, droga rozwoju duchowego. A diabeł to maskotka kościoła.

2) " Zrozumiałem, że gdy Go poznam, będe mógł służyć Mu z radościa i bez lęku. "

Dziś, na drodze ku rozwojowi duchowemu - co umozliwiło mi porzucenie dogmatu i doktryn chrześcijańskich - wiem, ze to nie człowiek ma służyć Bogu, ale Bóg człowiekowi. Bóg służy pomocą, wsparciem, miłością i otuchą. Tak naprawdę pozbyłem się lęku, porzucając chrześcijaństwo, gdyż właśnie to wyznanie wpaja poczucie winy i lęk przed Bogiem.

3) " W dzisiejszym świecie panują rózne opinie na temat Boga, często bardzo krzywdzące i subiektywne. A ja chciałem dotrzeć do prawdy o Bogu. Gdzie miałem jej szukać, aby Go najlepiej poznać? Do jakiego źródła miałem się udać? Doszedłem do wniosku, że naljepszym źródłem objawienia Boga będzie pismo św. "

Najlepszm źródłem poznania Boga, jest własna Jaźń.

 
To właśnie subiektywne i subtelne przeżywanie własnej Jaźni prowadzi do poznania i oświecenia po przez rozwój psychiczny i duchowy. Pismo św. tego nieumozliwia, jeśli człowiek chce pójść na łatwiznę, bez trudu i bez wysiłku, czy bez ryzka chce poznać obraz Boga, to pozna....ale tylko fałszywy jego obraz. Zawieży słowom innych, zamiast własnemu głosu serca.
Boga można poznać po przez doświadczenie, refleksje, będac jednoczesnie pewnym, że Bóg to czysta miłość, nic więcej...żadnych doktryn, dogmatów i obrządków religijnych. Nie gniew, nie zakazy i nakazy, nie reprymendy czy potępienie - ale czysta miłość.
Rozmowę z Bogiem można prowadzić osobiście, bez pośredników, twierdzenie mówiące, że " ...nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie... " to mostrualna manipulacja kościoła, sposób na popyt ludzi. Odpowiedź Boga na nasze pytania, to własny napisany wiersz który zachwyca, to najzwnioślesza myśl nasza, czy uczucie, nie pismo św. Osobiście za duchowy drogowskaz duchowy traktuję trylogię Donalda Walscha " Rozmowy z Bogiem ". W przeciwieństwie do pisma św., " Rozmowy z Bogiem " nie mają wydźwieku autorytarnego.
 
4) " Wyraźnie byo tam napisane, że jest tylko jeden pośrednik, i że jest nim Jezus Chrystus, który w naturze człowieka poznał potęgę pokus i głębię cierpienia. "
 
Każdy jest wyjątkowym bytem i ma w sobie cząstkę boskości. To osobista Jaźń uprawnia nas do kontaktu z głównym źródłem miłości, jakim jest Bóg. Jezus był nauczycielem, który uświadamiał, pokazywał jacy mamy być wobec siebie. Choćby konsekwentne czczenie miłości bliźniego przez większe rozgłośnie rzymskokatolickie w Polsce, całkowicie pomijając fakt, jak wgląda praktyka miłości bliźniego w wydaniu lokalnym społeczności. Ludzie traktują siebie chłodno, nie tolerują siebie nawzajem, manipulują i oskarżają. Jednak chodzą mimo tego do kościoła, odprawiają różaniec i przyjmują komunię, będąc pewnym, że w oczach Boga te pobożne praktyki są objawem dobroci. Wystarczy pomyśleć, na czym polega ten absurd.
 
5) " Na ziemi Chrystus doświadczył o wiele więcej pokus i trudności niż ktokolwiek z ludzi. "
 
 
Po pierwsze. W pokusach nie ma nic złego, o ile nie prowadzą do krzywd drugiego człowieka. Pokusy to nic innego, jak słabości natury psychologicznej. Poza tym, jak wygląda " miara trudności "?
Czy ktoś ją określił? Czy Jezus brał udział we wojnie? cierpiał na depresję? Czy Jezus był molestowany? moze był maltretowany przez rodziców? był samotny? Szukał pracy przez rok czy dwa? Czy miał pięcioro dzieci i walczył o to, by zapewnić im byt? Czy Jezus zmagał się z chorobą nieuleczalną we wczesnym dzieciństwie?
 
6) " Ostrzegał ( Jezus ) też przed nieznajomością pisma św, która naraża na błędne rozumienie Boga i Jego woli wobez nas."
 
Dziś widać ile w świecie jest wyznań religijnych, ile założono kościołów różnych od siebie wyznań. Nikt nie może mi zagwarantować, że kościół prawosławny jest bardziej wiarygodny od katolickiego lub na odwrót. Że kościół katolicki ma więcej prawdy niż kościół protestancki.
A co z Buddystami? Cz np. Hinduizm? W jednej i drugiej wierze nie obowiązuje pismo św., po prostu go tam nie ma! Co z afrykańskimi plemionami? Indianie? Czy ci wszyscy ludzie są skazani na błądzenie? Odpowiedź brzmi : nie, i wcale pismo św. nie jest potrzebne na drodze indwiduacji, mimo że wielu uważa, iż ci ludzie którzy nie są chrześcijanami, będa potępieni na wieki - nawiasem mówiąc, widać jak na dłoni brak tolerancji chrześcijan. Mają czelność sądzić, że inni spoza wiary chrześcijańskiej, czy apostaci, agnostycy czy ateiści, będą potępieni nawet, jeśli ci ludzie lepiej traktowali innych, więcej ludzi kochali od tych, zwanych chrześcijanami. To nie wyścig, nie chodzi mi o to, kto więcej ludzi kochał, i kto znaczył się wiekszym altruizmem, ale mam dowody na to, że ludzie spoza wiary chrześcijańskiej, mają więcej w sobie tolerancji, mają większe serce, i są mądrzejsi, bo myślą samodzielnie a nie wiecznie cytują pismo.św. Co ze współczesnymi nauczycielami, którzy pokazują nam, czym jest miłość, wiara, oddanie, życie. Świetnie pokazuje i tłumaczy to współczesny nauczyciel Hidnuski Booji.
 
7) " Nie ma w nas samych niczego, czym moglibyśmy się skutecznie pochwalić przed Bogiem, i nieczego, co mogłoby nas wywyższyć [...] Nasze dobre uczynki nas nie zbawią, ponieważ zbawienie jest bożym darem przyjmowanym przez wiarę.[...] Tylko On nie popełnił żadnego grzechu. "
 
Twierdzenie, że nie ma w nas samych niczego, czym moglibyśmy się pochwalić przed Bogiem, jest ignorancją samej boskości, którą posiada każdy człowiek. Rozwój psychiczny czy duchowy prowadzi do ewolucji uzdolnień, rozwoju talentów i lepszych cech charakteru. adość z rozwiniętego talenu, może być to gra na fortepianie, daje mozliwość pochwalenia się grą przed Bogiem. On wtedy też się raduje z tej muzyki, cieszy Go że człowiek wykorzystał dany mu talent czy dar. I to wcale nie prowadzi do wywyższania się ale wyjątkowości.
Dobre uczynki mają wielkieznaczenie dla Boga, gdyż zbliżają one do siebie ludzi. Dobre uczynki rodzą przyjaźń, miłość i pokój. Bóg może rozliczać nas jedynie z tego, ilu ludzi kochaliśmy.
Nie ma czegoś takiego jak zbawienie, gdyż każdy po smierci idzie do nieba, od razu. Niebo można by rozumieć jako inny wymiar życia. Zanim jednak to nastąpi, życie na ziemi polega na popełnianiu błędów, po to tu jesteśmy. I nikt nie będzie nas rozliczał z tych błędów ( grzechów ). Tak naprawdę nikt nie popełnił żadnego grzechu, jedynie błąd, który ma swoje konsekwencje tu na ziemi.
 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Bogaty lub Biedny

Pewien zespół brytyjskich naukowców dowiódł w badaniach, że dzieci, które są szczęśliwe w swoim beztroskim okresie dorastania, jako osoby dorosłe mają większe szanse ma osiąganie sukcesów.

Są bardziej kreatywnni i wśród bogatych ludzi to właśnie oni dominują. To tak, jakby nasz los był przesądzony już w momencie dorastania. To czy będziesz bogaty lub biedny w dorosłym życiu ma wpływ od tego, czy byłeś szczęśliwy w swoim dzieciństwie.
Nic bardziej mylnego!

Amerykański psychoterapeuta Alan McGinnis przytacza inne wyniki badań, bardziej wiarygodne.
Badania wykazują, że dzieci trzymane w ryzach przez rodziców najczęściej wyrastają na osoby z poczuciem bezpieczeństwa. Czasami buntują się i narzekają na stosowane zasady, ale rosną szczęśliwsze, bardziej ambitne i lepiej przystosowane do życia. Gdy w stosunku do dzieci jesteś zbyt pobłażliwy ...
...i zbyt hojnie obdarowujesz je przywilejami i pieniędzmi, pewnego dnia przytulą się i powiedzą : " jesteś super ".
Tylko że ten uścisk został kupiony, a ty wcale nie jesteś super, mimo tego że dziecko czuje się w pełni ( pozornie ) szczęśliwe, gdyż nie stawiasz przed nim żadnych trudności, wyzwań i w efekcie na każdym polu mu łatwo.

To samo ma się do dorosłego życia. Gdy naszym pracodawcą jest osoba stanowcza, czujemy się zobowiązani do stawiania czoła wyzwaniom, gdyż stanowczość szefa jest objawem jego wsparcia, motywacji dla nas.
I chociaż czasami cierpimy z powodu wymagających nauczycieli, najczęściej z wdzięcznością wspominamy ich za to, że zmuszali nas do wykorzystania drzemiącego w nas potencjału.


wtorek, 24 lipca 2012

Chciałem podzielić się z wami pewnym doświadczeniem....

Chciałem podzielić się pewnym doświadczeniem, krótko opowiadając pewną historię.


Mieszkanie dwupokojowe mojego kolegi, Pawła. W mniejszym pokoju mieszka on, w drugim wiekszym pokoju jego starszy brat z dziewczyną i dwójką dzieci, 3 - letnią Julią i 4 - letnim Krzysiem.
Gdy ich odwiedzam, spędzam czas tylko z Pawłem siedząc u niego, pijąc kawę, rozmawiając, oglądając tv lub grając w PS2.
Ze starszym bratem Pawła i jego dziewczyną nie utrzymuję żadnych przyjacielskich relacji, szczerze mówiąc nie lubię ich.
Często obydwoje krzyczą na swoje dzieci, szczególnie matka krzyczy na 4 - letniego Krzysia albo go bije ( są to zwykłe klapsy, lecz dość częste ). 3 - letniej Julce brakuje miłości, chociaż jest traktowana z większą ulgą.
Gdy siędzę u kumpla w pokoju, i gramy w PS2, dzieci do nas przychodzą, co rodzicom pasuje i jest na ręke.
Pewnego dnia Krzysiu był wyjątkowo kapryśny, rozrabiał i dość natarczywie przeszkadzał nam.


Więc wziąłem go na kolana, dałem mu pada od PS2 i uczyłem go grać. Objąłem go ramionami tak, jak robi to ktoś kochający, a chłopiec stał się nieobecny. Naciskał leniwie guziki na padzie, w ogóle nie obchodziła go gra na ekranie.
Położył mi głowę na torsie, i czułem, ze brakowało mu przytulania. Ogromnie się wzruszyłem.

3 letnia Julka widząc to, celowo i sprytnie uderzyła się w głowę ( nie pamiętam dokładnie jak to zrobiła, dzieci są naprawdę sprytne ).



Podeszła do mnie z wielkim płaczem, łzy leciały z jej oczu, a ja pogłaskałem ją kilkakrotnie po głowie. Usiadła koło mnie, chociaż jej policzki były mokre, łzy już nie leciały.
Patrzała na mnie swoimi już uśmiechniętymi, dziewczęcymi i niesamowicie pieknymi oczami. Zadziwiające, jak 3 letnia dziewczynka może mieć tak śliczne oczy. Znów ją pogłaskałem po głowie, a ona z uśmiechem na ustach, zaczęła mi opowiadać, gubiąc sylaby, historię której w ogóle nie rozumiałem, ale domyslałem się, że chodzi o klocki, gdyż trzymała je w dłoniach. Tak mi się wydaje.....że chodziło o klocki.
Rozumiałem jednak, że dzieciom brakuje czułości, miłości i akceptacji ze strony dorosłych. Wiem, że chociaż jestem tam rzadko, to dzieciaki będą pamiętać, że te wartości otrzymały ode mnie . A świat nie jest chłodny i zimny, mimo że mają go na codzień.
Krótko mówiąc, bądźmy aniołami dla innych. Gdyż zdarza się tak, że najbliżsi są nam obcy, często zawodzą i nie obchodzą ich nasze uczucia. A tak zwani " obcy ludzie " sa nam bardziej bliscy aniżeli rodzina.
Słowo " rodzina ' jest świętym słowem. I określa nie koniecznie tych, zwanych ciociami, braćmi, kuzynami, szwagrami itp. Ludzie którzy nami się interesują, troszczą sie o nas, kochają, pomagają...są naszą prawdziwą rodziną

Stan zakochania - zwiastunem prawdziwej miłości

Stan zakochania, to wielokolorowe życie u boku partnera. Wielu sądzi że tak powinna wyglądać miłość. I mają rację.
 
Stan zakochania to zwiastun miłości. Ale wielu ludzi też uważa z czasem trwania związku, że czas zakochania był jak raj, ale ...potem jest udręka, i zapominają czym powinna być miłość. Zauważają swoje wady, zaczynają pracować nad związkiem myśląc, jak można by go ulepszyć. Dążąc do ideału, a raczej za nim goniąc, zabierają sobie radość z " bycia ".
Stan zakochania to czysta akceptacja ( i nie ważne tu jest, że nie znamy wad partnera, bo krótko go znamy ). Stan zakochania mówi nam, jak powinna wyglądać miłość bezwarunkowa, akceptacja wad i mankamentów charakteru. Jednak z czasem ludzie stają się zawiedzeni, bo ich parter to...,albo tamto....a przecież może on jest taki od zawsze, i był taki w okresie stanu zakochania lecz nie było tego widać. Sztuka miłości polega na tym, by widzieć w partnerze to co było widoczne, i tolerować to, czego nie było widać przed tem.
To jest miłość bezwarunkowa.

Szczęśliwe małżeństwa, to takie, w których oboje pielęgnują ekstazę, romantyzm, namiętność.
W takim partnerstwiem mężczyzna i kobieta nigdy nie przestają  się nawzajem poznawać. Nie zakładają, że skoro przeżyli ze sobą 20 lat, wiedzą dokładnie, co partner myśli.
Przeciwnie, zauważają zmiany upodobań muzycznych, marzeń o wakacjach i celów w ogóle. Widzą również delikatne zmiany potrzeb seksualnych, wiedzą, jak odwołać się do tego, czego pragnie ukochana osoba.
Podstawowym błędem jest to, że partnerzy z czasem biorą siebie za rzecz oczywistą. Znika zainteresowanie, romantyzm. Pojawia się nuda, rutyna, a partnerzy błędnie sądzą, żę miłość ich się wypaliła. Natomiast miłość ta mogłaby ich łączyć dośmiertnie, gdyby tylko zaakceptowali fakt swoich zmian, oraz wyrazili zainteresowanie nimi. W takim przypadku miłosć paliłaby się nieskończenie, jak płomień w kominku.


Puenta : Miłość nieustannie zmienia człowieka. I ten fakt, dwoje ludzi zakochanych w sobie, powinno zaakceptować.

sobota, 28 kwietnia 2012

" Komisarz Alex " - niedoskonała kopia K-9








Będąc dzieckiem, bardzo lubiłem oglądać film amerykańskiej produkcji K-9, w którym to policjant w średnim wieku, sprawiający wrażenie dojrzałego śledczego, przemierzał w swoim kabriolecie niebezpieczne dzielnice amerykańskiego miasta, i łapał bandytów z pomocą mądrego psa owczarka niemieckiego. Dziś to już klasyk, lecz film ten bardzo humorystyczny, wiele kryminalnych wątków, ciekawych anegdot jak i bardzo humorystycznych scen, co niewątpliwie także i dziś, gdy ogląda się ten film, ma się wrażenie, że jest to komedia sensacyjna najwyższej klasy.

Niedawno na ekranach TVP1 odpalono całkiem świeży serial pod tytułem " KOMISARZ ALEX ". 
Pierwsze co mnie uderzyło, to format tej produkcji, czyli nic innego jak kopia zerżnięta z zagranicy. I nie ważne, czy to kopia " Komisarza Rexa " czy " K-9 ". Mi to przypomina  bardziej " K-9 " a innym serial " Komisarza Rexa ". 
Przeczytałem również skromny artykuł na temat serialu, reżysera Roberta Wichrowskiego, który jak sądzi, pomysł ten jest strzałem w 10.


W polskiej fabryce snów uważa się, że najbezpieczniejszym i najkorzystniejszym sposobem produkowania nowych polskich filmów czy seriali, jest ściąganie formatów, czyli kopiowanie scenariuszy np. od zdolniejszych amerykanów czy niemieckich producentów. 
Fakt, fabryka snów USA jest tu liderem w świecie filmów, i jestem jak najbardziej  " za ", by brać od nich przykład, i uczyć się na ich filmach. Niestety, u nas " branie przykładu " czy " naukę " przekłada się w interpretacji tychże prostych pojęć, jako kopiowanie .


Prostym przykładem tej skrzywionej interpretacji, jest polska produkcja pod tytułem " KAC WAWA ", która okazała się totalną klapą.
To jest dobitnym świadectwem braku wiary w siebie polskich scenarzystów i reżyserów, oraz braku zdolności podejmowania śmiałych i ryzykownych decyzji polskich producentów. Przez co polskie kino nie może zaistnieć. 
Jestem pewien, że gdyby w Polsce powstał projekt przekroju " KAC VEGAS " zanim w ogóle ktoś by wpadł na podobny pomysł w Ameryce czy na świecie, to nie spotkałby się u nas z aprobatą, bo uznano by że to zbyt ryzykowne i kosztowne.





Więc gdy pierwszy raz zobaczyłem zapowiedź - zwiastun serialu " KOMISARZ ALEX ", zauważyłem swoje negatywne odczucia, co przyczyną była myśl...." znów skopiowali coś amerykańskiego, czy rzekomo niemieckiego ".
Postanowiłem jednak obejrzeć kilka odcinków, bo uznałem że może będzie ciekawy, wciągający i zabawny, tak jak film K-9. W końcu jeśli to kopia, cóż innego można się spodziewać...w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 
Co jednak zostało skopiowane?? niewiele...kabriolet i pies. I tu zaczyna się cała parodia amerykańskiej komedii sensacyjnej.
Reżyser Robert Wichrowski powiedział, że trzeba przepisać scenariusz, dodać polską rzeczywistość i powstaje serial, który ma duże szanse na sukces - podobno pokazują to szczegółowe analizy. Producenci podobno cieszą się, że pobili rekord oglądalności z X-Factor. W dalszej części artykułu wyjaśnię, dlaczego tak się stało, i czy jest to powód do dumy. 



Zacznijmy od KABRIOLETU : 


Niewiele u nas się widzi aut tego typu. Polska szara, częściej zimna i deszczowa. Producenci więc sprowadzili namiastkę słonecznej Californii do polskiej i nieciekawej architektury. Można by uznać, że akcja serialu odbywa się w lipcu i sierpniu, które trwają wiecznie. 


KOMISARZ : 


Policjanta gra młody aktor Kuba Wesołowski. 
W amerykańskiej produkcji K-9 policjantem jest mężczyzna w poważnym wieku, dojrzały ze stażem i doświadczeniem.
Pamiętam, że w jakimś innym polskim serialu, za role policjanta obsadzono jednego z braci mroczków.


Jeśli producentom serialu " Komisarz Alex " zależało na tym, by tchnąc trochę humoru i komedii, to udało im się to, obsadzając głównego śledczego - aktora, który wizualnie jest młodszy od swoich wspólników.
To tak, jakby przedszkolak miał decydować co zje, gdzie pójdzie i z kim, narzucając swój reżim Pani przedszkolance. 


PIES : 


Kochany wilczur, jest sympatyczny i uroczy. W K-9 ma się wrażenie, że pies śledczego to wcielenie człowieka, gdyż zachowuje się dość zabawnie i inteligentnie.
W " Komisarzu Alex " odbiera się wrażenie, że piesek kompletnie nie jest przygotowany w tresurze, lub przeciwnie, sprawia wrażenie wytresowanego i to widać aż za bardzo. Pies robi to, co mu każe treser z za kamery schowany. W K-9 było to idealnie zatarte.
Zwierzaka również można rozbawić, naładować zabawą jak dziecko, które potem emanuje radością i zachowuje się zabawnie.


Z artykuły Pana reżysera wynika, że serial pobija oglądalnością programy takie jak " X-Factor " czy " Bitwa na głosy ".
Moje subiektywne zdanie na temat programów śpiewających - one prawdopodobnie się przejadły ludziom, lub ten proces jest w trakcie dojrzewania. 
Więc jaką konkurencję tak naprawdę zapewnił sobie serial " Komisarz Alex " w sobotnim bloku wieczornym?  




Sam często się łapię na tym, gdy podczas oglądania Polsatu, czy TVN w momencie gdy puszczane są reklamy, które widzę po raz setny, przełączam tam, gdzie ich nie ma. I na kogo pada?? Na Pana komisarza.
Proponuję zmierzyć się komisarzowi Alexowi w poniedziałkowym lub wtorkowym  bloku wieczornym, gdzie m.in. na Polsacie, TVN7, TV PULS czy TELE5 emitowane są mega hity a w TVP2 " Barwy szczęścia " i " M jak miłość " 


Pierwszy odcinek " Komisarza Alexa " miał najlepszą oglądalność, w trzecim i czwartym wyniki spadły, uznano że to pewnie ze względu na piękną pogodę. I ludzie zamiast przed telewizorem siedzieli w ogródkach...
Więc moje pytanie, dlaczego zdecydowano się na emisję komisarza Alexa na wiosnę i nadchodzące lato? Przecież można by odpalić go w okresie nadchodzącej zimy i w bloku wieczornym gdzie tylko TVP1 ma do zaoferowania coś naprawdę ciekawego? 
Gdy jakaś stacja telewizyjna ma naprawdę coś ciekawego do zaoferowania w postaci ciekawego hitu, potrafię zrezygnować raz w tygodniu z picia piwa na ogródkach. 


Tak można łatwo tłumaczyć niską oglądalność, gdy serial emitowany jest w weekend. Ludzie mający rodzinę, pewnie spacerują po parku lub odwiedzają bliskich i nie chcą oglądać, pogoda ładna itp, itd. Coś ciekawego, wiązać dobrą czy niską oglądalność z czynnikami zewnętrznymi.  




 " Komisarz Alex " mógłby wydać się ciekawszy, gdyby było więcej humoru. Gdyż tego serial w ogóle nie posiada mimo opinii samych producentów.
Połączenie pracy gliniarza i prokuratora, lub włączenie jakiegoś geniusza matematycznego do współpracy, lub komicznego jasnowidza który ma ataki padaczki. Gliniarz korzystający z usług psychiatry który sam jest w depresji sporządzający portret przestępcy jak to bywa w FBI. Więcej magii, wiedzy specjalistycznej tworzy naprawdę ciekawą formę produkcji, przykładem tu jest np. wspomniany K-9 czy serial " wzór " 

środa, 25 kwietnia 2012

Wspomnienia....

Każdy ma taką chwile, gdzie zatraca się poczucie czasu, rzeczywistości.
Parzysz na coś martwym wzrokiem, lecz oczy pracują, jakby w mroku szukały skrawka białego punktu.
Zamiast jednak ciemności, projektuje się na nowo wspomnienia, miłe  chwile które wydawać by się mogły w jakiś sposób magiczne czy niezwykłe.


Czasami jest to za sprawą miejsca w którym się znajdowaliśmy, często wtedy byliśmy częścią tamtych chwil, zatraceni w ich przeżywaniu, nie mogliśmy być obserwatorami.
Obserwatorem własnego życia jest się dopiero, gdy się wspomina 


Przypominam sobie dawne miejsca, ludzi, których wtedy poznałem, z którymi przeżyłem wspólnie kilka fantastycznych lat.
Razem z nimi budowaliśmy więzi, bywaliśmy w miejscach które stały się magiczne we wspomnieniach, właśnie dzięki tym więziom, które sprawiają, że czujesz się komfortowo wśród tych ludzi, nie używając słów.
Teraz wiem, że uczucia, które towarzyszyły nam podczas tamtych chwil, są takie same, jak te, które odczuwamy podczas wspominania tych samych chwil.

Ale dopiero teraz jesteśmy ich świadomi w 100%  
Gdyż zatraceni w przeżywaniu jakiejś chwili na żywo, nie można być jednocześnie obserwatorem własnego "JA " i uczestnikiem. 
Albo jest się aktorem, albo kamerzystą. 


Ponowne przeżywanie dawnych chwil, wzbudza tęsknotę.
Często nie ma już obok nas ludzi z tamtych lat.
Byli tacy, którzy byli nam bliscy.....tacy do których mieliśmy dystans....z innymi byliśmy tylko na " cześć "....a jeszcze innych spotykaliśmy rzadko, lecz bardzo zapadli w naszej pamięci.
Wszystkich tych ludzi nie ma . . .


Nawet Ci, których nie darzyliśmy zbytnio sympatią, są w naszych wspomnieniach, i mogłoby się wydawać, że ich też moglibyśmy polubić, jeśli tylko dalibyśmy sobie szansę. 


Wszelkie poradniki psychologiczne fundujące nam tezy, że można być w pełni świadomym swoich uczuć w danym momencie są tak naprawdę nie do końca sprecyzowane. Jeśli będziesz w pełni świadomym tego co przeżywasz w danej chwili, tak naprawdę odbierzesz sobie całą zabawę przeżywania i smakowania tego, co wzbudza twoje najlepsze emocje do granic aż na sam szczyt ekscytacji.