Szukaj na tym blogu

czwartek, 13 października 2011

" Dżin Madżik i przyjaciele z kosmosu " Konkurs DBajki

Pewnego razu, w dalekiej przestrzeni kosmicznej, wśród małych i większych planet, wśród nieruchomych małych i większych planet, wśród mknących z szybkością torped, kolorowych komet, które ciągną za sobą niezwykły ogon z pyłu gwiezdnego, spacerowała sobie cisza. Nie było jej widać, nigdy jej nie słychać, wiadomo jak ona jest, nic się nie dzieje. Cisza jest siostrą spokoju. Spokoju również nie widać, ani nie słychać, wiadomo tam gdzie jest spokuj, tam nic się nie dzieje.
Młodziutkie gwiazdki, które świecą w nocy na niebie, gwiazdeczki goniące się daleko w kosmosie, zmęczone często zabawą, cieszą się wszystkie gwiazdki nawet te rozbrykane, lubiące się bawić i wariować cieszą  się gdy słońce znika, i przestaje świecić, i gdy robi się ciemno. Bo gwiazdeczki dobrze wiedzą, że nadchodzi ciemność, i gdy nic nie widać wraz z nią pojawia się cisza i jej nie widoczny brat spokój. Wtedy jest cicho, spokojnie i bezpiecznie. A  gdy jest bezpiecznie, wszystkie lśniące gwiazdeczki śpią.
Głęboko w kosmosie, w oddali przy dużej, ogromnej wręcz planecie, którą otacza wokół tęcza wielu kolorów, widać mały punkcik, który zbliża się coraz bliżej i bliżej. Jest już coraz większy, zbliża się coraz szybciej i nabiera kształtu płaskiego dysku. Tak, to płaski statek kosmiczny, wokół niego świecą i migają kolorowe światełka. Cały statek kosmiczny mknie naprzód, zostawiając za sobą wszystkie gwiazdki i planety. Frunie przed siebie tak szybko, że mijające planety, przez małe okienka statku wydają się długimi promykami, jakby ktoś wyprostował kolorową tęczę.

W środku, w naszym pędzącym statku kosmicznym, widać w przodzie dwa fotele z wysokim oparciem. Nie widać kto za nimi siedzi. Dookoła statku, wszędzie są małe okienka, widać przez nie cały kosmos. Pełno tu migocących, mrugających kolorowych lampek, przycisków, że aż oczy się plączą gdy patrzy się na to wszystko. Statek kosmiczny w środku jest bardzo przestrzenny, koloru srebrnego. Nagle, ni stąd ni zowąd  gonią się dwa małe ufoludki. Jeden, chłopczyk, cały niebieski z dwoma czułkami na czubku głowy goni drugiego ufoludka, różowego, dziewczynkę z długimi, różowymi włosami. Ona też ma małe, śmieszne czułki na głowie.
Gonią się po całym statku, niebieski ufoludek jest wyraźnie niezadowolony, różowa dziewczynka uciekająca pod noskiem chichoce, usmiecha się i ma z tego dużą frajdę. Uciekając ogląda się za goniącym ją braciszkiem, i wytyka mu radośnie język.
Niebieski ufoludek o imieniu Czadu, z grymaszony i niezadowolony w końcu się zatrzymuje, nie goni już siostrzyczki, i głośno mówi :
- mamo! ona znów zabrała mi mojego miśka. Mamo powiedz jej coś! bo zabiorę jej misia, on jest przecież mój!

Różowa siostrzyczka także staje w miejscu zadowolona, odwraca się do braciszka z oddali śmiejąc się i trzymając przytulonego pluszowego misia, posyła niebieskiemu Czadu robiąc oczkami śmiesznego zeza i wytyka mu mu język. Widząc to Czadu, uśmiecha się szeroko, nie stojąc dłużej zaczyna gonić śmiejącą się głośno siostrzyczkę.
Z przodu statku, powoli zaczynają się obracać dwa duże fotele. To tam znajduje się całe centrum dowodzenia. Już widać, kto siedzi na fotelach. Dwa dorosłe ufoludki o imieniu Alfa i Omega. Alfa jest koloru niebieskiego, to tata dwóch małych goniących się ufoludków. Omega, to mama, koloru różowego.
- Czadu?odzywa się mama
Chłopiec zatrzymuje się, odwraca i patrzy na mamę :
- Czadu? czyj jest ten pluszowy miś, twój czy siostry?
- no mój i jej - odpowiada Czadu
- to kochajcie go po równo, tak samo, by ten miś nie uciekł od was, tylko dlatego, że się kłócicie. Miś tego nie znosi
W ten do Czadu podchodzi siostrzyczka, robi ukrytego zeza przed rodzicami do Czadu, i oddaje mu miśka.
- masz, trzymaj
- mamo! ona robi zeza i mnie rozśmiesza – odpowiada Czadu złośliwie uśmiechając się pod noskiem
- nieprawda - mówi wesoło siostrzyczka
Alfa, ojciec i sterownik statku spogląda na radar, potem obraca się do małych ufoludków i mówi :
- dzieci, szybko siadajcie na foteliki i zapnijcie pasy, zbliżamy się do planety ziemia, to awaryjne lądowanie!
Na środku statku, z podłogi wysuwają się w górę dwa małe srebrne foteliki. Czadu i jej siostra podbiegają do fotelików, siadają i zapinają pasy. W przodzie statku, widząc że dzieci już są na miejscu, mama i tata obracają się na fotelach w kierunku lotu, tata naciska gorączkowo kilka przycisków i razem z mamą zapina pasy.
Statek mknie ku błekitnej planecie zwanej ziemia. Przenika przez warstwy ziemskiej atmosfery, gdy spada w dół, wydając lekki i cichy świst, ze statku wystrzeliwuje nagle biała, trochę przeźroczysta poduszka, która okrywa cały statek. Wygląda jak mały płaski dysk w środku piłki. Stojąc na dole ziemi, patrząc w niebo widać lecącą niedużą przeźroczystą piłkę, mknącą w dół, jest coraz bliżej ziemi. Za spadającą okrągłą poduszką widać srebrną mgiełkę, bardzo to przypomina spadającą gwiazdę na niebie.
Alfa, ojciec ufoludków, bardzo dobrze wie, że poduszka ochraniająca statek zapewni bezpieczne i miękkie lądowanie na ziemi.
Są coraz bliżej, wygląda na to, że cała rodzinka ufoludków wyląduje na samym środku złocistej pustyni. Jest środek nocy, gwiazdy jasno świecą na niebie wraz z księżycem który szeroko się uśmiecha. Spadający statek ląduje na miękkim piasku pustyni, odbija się parę  razy jak plażowa piłka i w końcu zatrzymuje w miejscu. Z nadmuchanej poduszki uchodzi powietrze, wydając dźwięk ” psssssssss „, z podłogi wyjeżdżają trzy małe nóżki i statek równo osiada na piasku.
Otwierają się drzwiczki statku i wybiegają na zewnątrz schodkami w dół Czadu wraz z siostrzyczką.
- zobacz ile piaskumówi radośnie do siostry – wszędzie, tu i tam, i tam też – pokazuje paluszkiem na około - pełno piasku
- coś jak na innych planetachodpowiada siostrzyczka - wszędzie było dużo gwiezdnego pyłu
Czadu wraz z siostrą stoją niedaleko statku i z zachwytu podziwiają ogromną pustynię. Nie jest jednak zupełnie na niej pusto. Oprócz piasku, po lewej stronie widać dwa nieduże krzaki, podobne do drzew, ale mniejsze i bez liści. Trochę pagórków i wzniesień, a po prawej stronie kilka większych i mniejszych krzaków.
Czadu spogląda na siostrzyczkę i widzi że trzyma misia, którego przytula do siebie. Musiał o nim zapomnieć wysiadając po lądowaniu na ziemi. Są pierwszy raz na tej planecie. Czadu spogląda na niebo i wpada na pomysł, by odzyskać miśka. Udaje że widzi coś na niebie, wskazuje paluszkiem do góry i krzyczy do siostrzyczki:
-patrz!, tam….no tam! widzisz?
Siostrzyczka zaciekawiona szuka na niebie coś ciekawego, a Czadu wyrywa jej misia z rąk, tuli go teraz do siebie i z uśmiechem wytyka siostrze język.
- hakuna matata!śmieje się Czadu i siostrzyczka teraz zaczyna gonić rozbawionego Czadu po pustyni. W otwartych drzwiach statku kosmicznego staje Alfa :
- dzieci, tylko nie za daleko mówi głośno
- dobrze mamoodpowiada zasapana biegiem siostrzyczka
Gonią się tak jeszcze chwilę, Czadu jest trochę młodszy od siostrzyczki, lecz o wiele szybciej biega. Nagle zatrzymuje się za pagórkiem, tuż przy jednym krzaczku. Jest dość duży w porównaniu z małym Czadu. Krzak ten teraz wygląda jak duże drzewo po cwhili dobiega zasapana siostrzyczka i pyta :
- czemu gapisz się tak na ten krzak? Czadu? halo, tu ziemia!
Czadu nie patrzy jednak na duży krzak, dostrzega coś, czego siostra nie widzi. Staje jak wryta, zdziwiona gdy Czadu oddaje jej pluszowego misia. Po czym podchodzi bliżej krzaka, kuca tuż przy nim i dłonią odgarnia złocisty piasek.
- podejdź siostrzyczkoodpowiada po chwili Czaduwidzisz? co to jest?
Czadu trzyma niewielką ale też bardzo lekka starą lampę, chyba ze złota. Bo świeci się równie pięknie jak piasek na pustyni.
- to jakiś stary śmieciuch, wyrzuć ją Czadu
Patrzy na nią zdziwiony i mówi :
- widziałaś kiedyś by śmieci były ze złota? zobacz jaka zakurzona od piasku. Może piasek też jest ze złota?
Siostrzyczka zaczyna kulać się ze śmiechu.
- no co?pyta Czadu, po czym patrzy na lampę i zaczyna ją pocierać dłońmi, staje się czystsza, świeci się jasnym, złotym kolorem. Pociera ją tak chwilę, i rzuca na ziemię i krzyczy:
- patrz!
Z lampy wydostaje się złoty pył, który oświetla skrawek pustyni wokół Czadu i jej siostrzyczki. Oboje są zaskoczeni, a Czadu podskakuje w radości i klaszcze w dłonie.
- zaczarowania lampa! – krzyczy i śmieje się Czadu spoglądając na siostrzyczkęlampa Alladyna!
- przecież lampa Alladyna to stara bajka - odpowiada siostrzyczka
Czadu patrzy na złotą lampę z której wydobywa się niebieski, mały dżin, uśmiecha się serdecznie i wita :
- cześć! czy……czy mi się zdaje, czy ja widzę ufoludki?
- co w tym dziwnego? - pyta zezłoszczona siostrzyczka
- myślałem, że ufoludki istnieją tylko w bajkachodpowiada mały dżin
Czadu nie może wytrzymać i wybucha śmiechem, siostrzyczka pyta małego dżina :
- a dżin z lampy Alladyna? to nie bajka? jak masz na imię?
- Alladyn to dawna historia ale prawdziwa, a jego dżin to mój daleki krewny, do dziś jest bardzo sławny, to żywa legenda. Mam na imię Madżik
Czadu z uśmiechem patrzy na nowego przyjaciela i mówi :
- a jednak! a jednak to prawda, to nie bajka. Ja mam na imię Czadu, a ta różowa obok mnie to moja starsza siostra i nasz pluszowy miś. Madżik spogląda na pluszowego którego trzyma siostrzyczka i pyta :
- a czemu on nic nie mówi, tylko się uśmiecha?
Czadu spogląda na siostrzyczkę, a ona na niego, i oboje wybuchają smiechem.
- bo on jest pluszowy, to taka nasza pluszowa maskotka, bardzo go kochamyodpowiada siostrzyczka
Mały dżin wyraźnie jest zakłopotany i pyta :
- co w tym zabawnego?
- oj Madżik, to nasz przyjaciel, pluszowy miso, chroni nas i lubi jak go przytulamy
Madżik który unosił się w powietrzu, teraz powoli opada i siada na grzbiecie małej piaskowej wydmy.
- czemu jesteś smutny?pyta małego dżina siostrzyczka która szturcha łokciem braciszka
- no właśnie, co się stało? - dodaje Czadu
Madżik spogląda smutnymi oczami na małe zaciekawione wyraźnie ufoludki. Po czym patrzy na małego pluszowego misia, którego przytula teraz niebieski Czadu. Mały dżin czuje się bardzo samotny widząc jak mały miś jest czule przytulany przez ufoludki. Misio zdaje się być zadowolony, gdyż słodko się uśmiecha.Madżik podnosi smutne oczy na ufoludki i mówi :
- ja nie mam przyjaciół, z którymi mógłbym wszędzie chodzić, których mógłbym przytulać. Wasz miso jest szczęśliwy.
Po czym Czadu się odzywa, dając miśka małemu dżinowi.
- potrzymaj……no weź go na ręce - uśmiecha się Czadu
Madżik bierze od ufoludka miśka i również na jego buzi promienieje uśmiech, smutek znikł dżinowi z oczu.
- widzisz? – odpowiada Czadu - trzymasz naszego miśka, i nadal się uśmiecha, lubi ciebie
Madżik wznosi się w powietrze wraz z misiem i krzyczy radośnie :
- hurraaaa! mam przyjaciela….patrzy się na mnie i uśmiecha….juuuupiiiiiii
Małe ufoludki śmieją się głośno, podskakują radośnie klaszcząc w ręce, a mały dżin fruwa wokół nich tuląc i podrzucając zadowolonego pluszowego misia. Wszyscy się razem cieszą i tańczą jak na kolorowym balu.
- Madżik! – woła Czadu – ej!holaaa….czary mary, hakuna mata!
Dżin przestaje szaleć w powietrzu i zatrzymuje się w powietrzu, patrząc nieruchomo na ufoludki.
- tak?
- słuchaj Madżik, jesteś dżinem tak? - pyta Czadu
- nooo…tak
- spełniasz życzenia? no wiesz….abrakadabra..szmeges teges
Madżik podfruwa bliżej ufoludków, bardzo dumny i zadowolony wiedząc że spełni za chwilę życzenie. Siostrzyczka spogląda na Czadu podejrzliwie, widzi że znów coś knuje ten mały psikus.
- bliżej, podfruń bliżej Madżik - odpowiada Czadu i szepce coś do ucha rozbawionemu małemu dżinowi. Po czym odfruwa trochę do tyłu, a Czadu z uśmiechem na buzi, powoli zaciera ręce.
W jednej chwili, nagle mały dżin zaczyna się kręcić w kółko, kolorowe światło rozpryskuje się na około i ……:
- niech się stanie!!! - mówi Madżik
Czadu spogląda na siostrzyczkę, robi wielkie zdziwione oczy i wybucha śmiechem kulając się na piasku. Toczy się to w lewo, to w prawo machając rączkami i nóżkami, śmiejąc się głośno i bez przerwy, spoglądając na siostrzyczkę, którą dżin zamienił w….żabę. Czadu wstaje na nogi trzymając się za brzuszek, który boli już go od śmiechu, a żabka podskakując na piasku kumka wyraźnie niezadowolona. Czadu wyjmuje z kieszeni aparat, i robi siostrzyczce zdjęcie.
- Madżik?
- tak przyjacielu?mały dżin domyśla się i nie czekając na odpowiedź ufoludka odczarowuje zaklęcie i żabka znów przemienia się w siostrzyczkę.
- ty mały…- chcąc już gonić Czadu zezłoszczona siostrzyczka spogląda szybko na Madżika, który szeroko się uśmiecha.
- mały dżinie….ja też mam życzenie - odpowiada siostrzyczka
Madżik podfruwa do siostrzyczki, która szepce mu coś do ucha. Tym razem dżin zaśmiał się głośno, a Czadu widząc to wpada w zakłopotanie, już nie jest mu tak do śmiechu widząc jak siostrzyczka jest wyjątkowo rozpromieniona i chichoce pod noskiem.
Madżik powtarza rytuał, wznosi sie wysoko, kręci wokół siebie jak szalony młynek, światło koloru tęczy rozpryskuje na boki i ……
- niech się stanie !!! – mówi dżin
Chwila ciszy rozbrzmiewa po pustyni, po czym…..
- iiiooooo iiiiiioooooo iiiioooo iiioooo
Siostrzyczka teraz wybucha śmiechem patrząc na braciszka przemienionego w osiołka. Dżin również nie mógł już powstrzymać się od śmiechu. Siostrzyczka natomiast podnosi z piasku aparat, i pstryka kilka zdjęć małemu osiołkowi. Po czym siostrzyczka kiwa na znak Madżikowi, a ten pstryka palcami i mały osiołek zamienia się z powrotem w ufoludka Czadu.
- ale śmieszne…aaaaaleee śmiesznemówi Czadu, który po chwili również się śmieje, patrząc na zrobione zdjęcia. Teraz wszyscy się śmieją razem, bo wiedzą że przyjaciele nie śmieją się z siebie, ale dlatego że razem się bawią.
Nagle słychać dziwny cichy  dźwiek ” pip, pip, pipipip ” To zegarek małego Czadu.

- oj siostrzyczko, rodzice nas wzywają. Chyba naprawili już nasz statek
- masz rację, jasno już się robi
To prawda, noc powoli znika z nieba, a na horyzoncie widać wschodzące słoneczko, a promienie jeszcze słabe i blade nadaje złocistego koloru pustyni.
Czadu stawia na kamieniu aparat, po czym z dżinem Madżikiem i siostrzyczką robią sobie przyjacielskie zdjęcia.
- jesteśmy przyjaciółmi od terazmówi Czadu do dżina - będziemy o tobie pamiętać mały czarodzieju, na znak naszej przyjaźni dajemy ci naszego misia. On także jest twoim przyjacielem, dbaj o niego, tul i kochaj. A będzie Ciebie strzegł i chronił.
- ojeeeejjj - wzdycha mały ucieszony dżin
- tak przyjacielu – mówi siostrzyczka - my tu jeszcze wrócimy
Wszyscy tulą się do siebie na pożegnanie i gdy Czadu odchodzi ze siostrzyczką, mały dżin krzyczy :
- poczekajcie! stop!
Czadu się odwraca wraz z siostrzyczką, a dżin podfruwa i wręcza ufoludkom po muszelce.
- a co to? - pyta siostrzyczka
Madżik uśmiecha się i tłumaczy :
- to są muszelki, mają po jednym życzeniu. Najpierw pomyślcie życzenie, zamknijcie oczy, przyłóżcie muszelkę do serduszka po czym powiedzcie cicho ” niech się stanie „i zaklęcie zadziała. Tylko dobrze się zastanówcie nad życzeniem, bo muszelki nie mają mocy odwrócenia zaklęcia.
- dzięki przyjacielu - odpowiada Czadu
Dżin wznosi się w powietrze, oddalając się od biegnących do statku siostrzyczki i Czadu. Oglądają się jeszcze za siebie na chwilę, i z uśmiechem machają sobie na pożegnanie.

KONIEC

" Negatyw "


Wiele opinii ludzkich, niczym kajdany,
zadaje Twojemu sercu niezliczone rany.
Przywiązany do cudzych wyobrażeń,
rezygnujesz w potoku łez ze swoich marzeń.
Dla czyjegoś dobra, dla spokoju, dla suchego oka,
w rozmazanym tuszu, czarna łza po policzku spływa,
smak goryczy w ustach powoli zabija,
umiera Twoja wolna wola.

Strach,  serce na strzępy rozrywa,
wiarę w głęboki mrok porywa.
Widzisz, wolisz gdy się nie mylisz,
w niepewności jak przy grze w kości,
co masz do stracenia?
Żadnej ludzkiej dłoni, na dnie we własnej niedoli,
drabinę miesiącami starasz się zbudować,
szczebel wiary, pewności czy wiedzy?

Tykaniem zegara, wskazówka niecierpliwości,
może oczekiwanie czy potęga miłości?
W cokolwiek wierzysz, czy chcesz uwierzyć,
nie pytaj nikogo, czy to prawda klarowna.
Nie szukaj uparcie kryształowego potwierdzenia,
to tak naprawdę podstępna mgła zwątpienia,
to atak do stłumionego głosu zranionego serca.

Nie szukaj mędrca czy też przewodnika,
gdy krzyżujesz drogi,
oddajesz światło swojemu przeciwnikowi.
Rewers – awers, nie losuj, szczęście w życiu?
To nie loteria, ani ruletka,
to wyimaginowana, żałosna marionetka,
to przypięta cudzymi kłamstwami plastikowa etykietka.

Autor: Ja



GOD NO RELIGION - refleksja

Religia vs Duchowość
Religia….doktryna chrześcijańska ( czyt. m.in. katolicyzm ) sprawia, że ludzie zaczęli wierzyć, iż ich natura jest z gruntu zła, nikczemna, że to coś, co trzeba ujarzmić, stłamsić.
Na tym polega rezultat religii – tłamsić – tak naprawdę boską, doskonałą naturę duszy człowieka.
To jest jeden z nakazów teologii doktryny chrześcijańskiej, okazywać zachowanie ” normalne „, które jednak nie jest naturalne.
Być naturalnym znaczyło być grzesznym, podstępnie złym. To obłuda i szachowany fałsz.
Nie jest to jedyny naturalny składnik ludzkiej istoty, który został tak powszechnie stłamszony przez religię katolicką, czy jakąkolwiek do siebie podobną teologię doktryny chrześcijańskiej.
Zdławiona została skłonność mówienia prawdy – i tu nie ma żadnej w tym hipokryzji.
Zdławione zostało to, co najszczytniejsze, najdonioślejsze, chociaż każda komórka ludzkiego ciała gotowa jest eksplodować z zachwytu, nad tym, Kim jest człowiek.
Ludzie żarliwie religijni, boją się, że jeśli ulegną tym naturalnym odruchom ( czyt. pokusom ) zaszkodzą sobie, i innym.
Na tym, polega ich cierpiennictwo, hołdowanie w sobie strachu, przed gniewem bożym i diabłem.
Ich pierwotną myślą i jednocześnie zgubą na ścieżce rozwoju duchowego, jest myśl potwierdzająca ich w przekonaniu, że ludzka rasa jest zła.
Wydaje im się, że narodzili się w grzechu i zło jest im pisane, że jedynym ratunkiem może być wyłącznie służenie Bogu w roli męczennika, i zabieganie w Chrystusie o zbawienie.
To jest ich zdaniem najdonioślejsza decyzja, jaką podjęli względem siebie.
Nie chcąc przyznać, że pomylili się, zadali sobie mnóstwo trudu, aby przekonać samych siebie o słuszności tej decyzji. Ich życie dowiodło im, że mają co do tego rację, więc uczynili z tego mit własnej kultury.
To jest prosta droga do miłości ” warunkowej ” w kontaktach międzyludzkich. 
     
 
Jak możemy obrazić Boga, takiego Boga w jakiego wierzą ludzie
Jak może mieć to takie znaczenie, że uznałby to za tak poważną sytuację, by skazywać nas na wieczne męki? To dziwaczne pomysły. Ale najwidoczniej mają wielki wpływ na ludzkie lęki, kompleksy, i ograniczenia, skutkiem czego religia może tak skutecznie grać, celowo lub nie, na naszych kompleksach. Ludzie tacy jak Ty i ja czy on/ona, bardzo łatwo się podporządkowują, kiedy są straszeni, jakimiś kosmicznymi wyrokami wiecznego potępienia. 
Psychiatria się nie myli nigdy, opiera się na analizie i logice. 
Ludzie stworzyli ideologię Boga  osądzającego, karzącego, obserwującego, rozkazującego . Kiedy znajdujesz się na takiej ścieżce, całkowicie zbaczasz ze ścieżki duchowej ewolucji i rozwoju. 


Wielką pokusą dla ludzi, którzy nie chcą się rozwijać, ale chcą wielkiego rodzica w niebie, który się nimi opiekuje, jest proszenie Jezusa żeby zrobił to za nich . Jeśli tylko zaufam Jezusowi, odkupi wszystkie moje grzechy, zaopiekuje się mną, i wszystko będzie dobrze. Ale Jezus nie zbawi mnie, nie znajdzie za mnie pracy, ani się za mnie nie urodzi. 

Tu o czym mówimy, mówimy w kategoriach ewolucji i rozwoju duszy 

” Nierzetelne testy IQ „




Wśród osób mających takie samo wykształcenie jedne są w stanie przyswoić sobie wiedzę, bądź wykonane zadanie umysłowe, które dla innych są zbyt trudne.
Często spotykanym przykładem jest fakt, gdy niewykształcony człowiek wygrywa w szachy z partnerem pod studiach i z dużym doświadczeniem w tej grze.

Po to, by opisać różnice indywidualne w szybkości i jakości, z jaką ludzie rozwiązują problemy, często posługujemy się inteligencją i jej pojęciem. W związku z czym za bardziej inteligentnych uważamy tych, którzy zadania i problemy rozwiązują efektywniej w porównaniu z innymi. Nic bardziej błędnego.

W.Sten, twórca ” ilorazu inteligencji „rozumiał inteligencję jako ogólną zdolność adaptacji do nowych warunków i do wykonywania nowych zadań.
Psychologowie są zgodni co do jednego stwierdzenia, inteligencje posiadają także zwierzęta

  , formułując samą inteligencję jako zdolność adaptacji zwierząt do nowych warunków życia, tak by zapewnić przetrwanie gatunku.

Inteligencja – jest właściwością psychiczną, która przejawia się we względnej stałej, charakterystycznej dla danej jednostki, efektywności wykonywania zadań.
Pogląd ten był akceptowany przez radzieckich psychologów, na czele których stoi B. M. Tiepłow. Radzieccy psychologowie praktycznie nie używali pojęcia inteligencji ze względu na jego obciążenie wynikające z tradycji badań psychometrycznych, i zastępują je pojęciem zdolności umysłowych. Russia mówi do rzeczy :)

Traktowanie inteligencji w kategoriach efektywności działań, choć atrakcyjne ze względu na to, że stosunkowo łatwo jest mierzyć skuteczność zachowania, ma jednak jedną wadę, że poziom efektywności czynności intelektualnych uwarunkowany jest nie tylko zdolnościami umysłowymi. Zależy on między innymi również od motywacji jednostki, od jej temperamentu, i osobowości, a więc od cech, które trudno zaliczyć do kategorii inteligencji.

Czy zatem testy IQ naprawdę mierzą poziom inteligencji…?

Nie do rzadkości należy stanowisko, zgodnie z którym traktuje się inteligencję jako zdolność uczenia się.
Zatem wytresowany pies zalicza się do stworzeń inteligentnych, tak jak delfin w dzikim środowisku który słynie z inteligencji poza schematem tresury.
Przeciwnicy pojęcia inteligencji, jako zdolności uczenia się, kładą nacisk na pojęcie inteligencji, jako narzędzia umożliwiającego rozumienie, rozumowanie, wnioskowanie, zdolność rozwiązywania problemów, wykrywanie. Osoby utożsamiające inteligencję z rozwiązywaniem problemów koncentrują się więc na procesach umysłowych, a nie na trwałych właściwościach intelektualnych człowieka.
Stąd też mówią o zachowaniu inteligentnym niżeli o inteligencji. Ten punkt widzenia, reprezentowany m.in. przez jednego z najwybitniejszych psychologów J.Piageta.
Strelan twierdzi, że inteligencja, uzewnętrznia się w inteligentnym zachowaniu. Nie jest ona zdeterminowana wyłącznie przez genotyp.
Podobnie jak nie jest wytworem tylko środowiska.
Inteligencja jest wynikiem interakcji między tymi czynnikami.

Testy IQ…. według Tiepłewa, nie mierzą zdolności umysłowych człowieka.
Tiepłow wypowiadała się zdecydowanie przeciwko rozpatrywaniu zdolności w kategoriach ilościowych. Nie tyle ważne jest to, że ludzie różnią się poziomem zdolności, ile to, że posiadają różne zdolności. Dlatego też jednym z podstawowych zadań psychologii jest wypracowanie takich metod, które pozwolą przede wszystkim na ujawnienie wszystkich posiadanych zdolności przez człowieka.

Rangowanie osób według poziomu zdolności, jak to czynią testy IQ, autor uważa za nieistotne. Istnieje nieograniczona liczba możliwości efektywnego działania oraz sposobów rozwiązywania problemów, dlatego też charakterystyka granic sprawności umysłowych człowieka w kategoriach ilościowych, tak jak wyraża iloraz inteligencji, jest jego zdaniem bez sensu.
Dlatego niektórzy, ci co mają wysokie wyniki w testach IQ mogą reagować w ten sposób  Mrugnięcie okiem na niestety, ale dla nich niepokrzepiające wiadomości – fakty.

” Rozmowy rekrutacyjne pozbawione sensu „

Chcę poruszyć temat rozmów rekrutacyjnych z pracodawcami, i rekruterami którzy zadają, nie oszukujmy się, głupie pytania.Mrugnięcie okiem
Temat jest dosyć poważny, ze względu na to, że wypowiadam się w pojęciu nie mniejszości, a większej liczby osób.
 

Więc jedziemy. Zacznijmy od wyglądu waszego CV, a w dzisiejszych czasach taki wygląd posiada większość z każdej klasy społecznej. Macie na CV kilkanaście firm, powiedzmy od 5 do 10 firm. Pracodawca, lub rekruter pyta Was i mówi, duża rotacja firm jest? Inaczej… ;) zadaje Wam pytanie, za co tyle razy wywalali Was z firm, co musiałeś przeskrobać, że nie udało Ci się przepracować w jednej firmie 10 lat.  

Twoja reakcja jest taka… odwracasz się na chwilę, po czym patrzysz na pracodawcę i masz ochotę odpowiedzieć sarkastycznie ” bo ćpam na przerwie śniadaniowej ”.Co za pytanie?? 5-10 widniejących na CV firm, robi podobno złe wrażenie.
Kiedy waszym zdaniem minęły czasy, jak pracowało się w jednej firmie z 10 lat? Poza tym, po pierwsze primo, nie każdy pracodawca jest rzetelny, i nie jeden człowiek zmienia firmę, która godnie będzie traktowała swoich pracowników. Czy masz być szczery? Taaaak! Dlaczego masz ukrywać, że poprzedni pracodawca nie wypłacał należycie wynagrodzenia? że nie układało się w zespole współpracowników, i sam odszedłeś/odeszłaś. Jeśli po takiej szczerej rozmowie pracodawca oleje Cię i nie przyjmie, to świetnie, dziękuj Bogu za to.
Szukasz komfortu, więc takiego miejsca, w którym pokażesz swoje zalety. Po prostu pracodawcy są już wkurzeni, że dopiero co zatrudnieni i przeszkoleni nowi pracownicy, nagle odchodzą. I o to..nagle jesteś Ty. Pracodawca patrzy na Ciebie przez pryzmat poprzednich ludzi, którzy dali nogi.
Masz ochotę zapytać pracodawcę…dlaczego ci pracownicy odchodzą…ale gryziesz się w język. Wolisz, by pracodawca myślał, że to Ty jesteś do bani, skoro masz mnóstwo firm na CV.
Co mi powiedział pracodawca ostatnio? że poprzednim pracownikom zachciało się marzeń, tzn samochodu, awansu, wyższej płacy, następnego dziecka. Że nie są elastyczni i nie zachowują się zarazem adekwatnie do wysokości płacy. Proszę Was…unikajcie takich gburowatych pracodawców, i wierzę, że Wasze życie będzie lepsze, tego Wam życzę na Boga.


Ok, druga rzecz. Pracodawca patrzy na to, co znajduje się między firmami, lub na ostatnią  pozycję. Tzn. masz rozmowę 1 czerwca, a szukasz pracy od stycznia, czyli pół roku bezrobocia widnieje na CV. Pracodawca patrzy skrzywiony i zniesmaczony…pyta, a co pan tak długo robi bez pracy? 
Co za pytanie? Jezuu..latam sobie po świecie, wie pan..tu i tam…odpowiedzieć masz ochotę



Przecież to oczywiste, że szukasz pracy!! Wysyłasz CV wraz listami motywacyjnymi, masz od czasu do czasu rozmowę kwalifikacyjną z śmiesznym rekruterem którego bawi zabawa w psychologa, chociaż nie ma pojęcia co to ” schizoidalne zaburzenie osobowości

Pracodawca stwierdza w swoim inteligentnym słownictwie, że jesteś nieudacznikiem, przynajmniej daje tobie tak do zrozumienia. Mi dał...
No tak, fajnie jest oceniać z za fotela kręcąc między palcami krawat, i grać twardą szychę. Miałem ostatnio taką rozmowę. O dziwo cały czas się uśmiechałem, i robiłem wrażenie sympatycznego, a pracodawca brał mnie za upośledzonego umysłowo. Ponieważ widział, że nie był w stanie wzbudzić we mnie poczucia winy, czy wrażenia kogoś tak zwanego ” nikt czy zero „.
Można również powiedzieć, że zapisałeś się do biblioteki, że czytasz książki, że się kształcisz, ponieważ nie stać Cię na studia. Nie zdziw się, że pracodawca pomyśli, iż jesteś….leniwy, bo czytasz książki, zamiast szukać pracy. No tak….w nocy też można koczować przed firmą w namiocie uszytym z prześcieradła.
Pracodawca, może zapytać, czemu nie masz żadnych szkoleń, kursów itp. A za darmo coś jest?? tak? interesujące bardzo. W Urzędzie Pracy..plecenie koszyków. Do diabła z tym! . OK, są kursy word – exel ( podstawy ), czy nauki języków obcych ( tylko podstawy ), które organizują Urzędy Pracy.  
Co możesz zrobić z tym dyplomem, świadczącym de facto ukończenie kursu..?   On wie, i to jest zabawne.

Ostatnią rzeczą kochani....by Cię drogi czytelniku nie zanudzać realiami....pada pytanie pracodawcy treści takiej : " dlaczego Pan/Pani postanowił/a pracować u nas? " 
Weźmy pod uwagę fakt, że większa liczba ludzi szuka pracy poniżej swoich kwalifikacji, niezgodnej z własnymi aspiracjami. Taka jest rzeczywistość niestety, i mam wrażenie że pracodawca czeka na wyszukaną odpowiedź, byś mógł go przekonać...
Więc...gdy starasz się o pracę w McDonaldzie...pokazujesz pracodawcy...