Chciałbym nawiązać tutaj krótko do indoktrynacji, która ma miejsce w kościele z udziałem dzieci czy na lekcjach religii.
Jeśli twoim dzieciom zdarzy się zrobić coś złego, oddzielaj czyn od jego sprawcy. Żeby dziecko mogło w dalszym ciągu czuć się dobrze, wyjaśnij mu, że zły czyn nie przesądza jeszcze o tym, iż dana osoba jest zła - Georgia Witkin, profesor psychiatrii jest przekonana o tym, by dawać dziecku poczucie, że jest " DOBRE " a nie złe, jak to ma miejsce w ryzach religii. W efekcie dziecko takie ma wysokie poczucie własnej wartości, o wiele lepiej znosi swoje małe stresy.
A dziecko ma stresujący żywot, bardziej od dorosłych. Beztroska to mit.
Jeśli twoim dzieciom zdarzy się zrobić coś złego, oddzielaj czyn od jego sprawcy. Żeby dziecko mogło w dalszym ciągu czuć się dobrze, wyjaśnij mu, że zły czyn nie przesądza jeszcze o tym, iż dana osoba jest zła - Georgia Witkin, profesor psychiatrii jest przekonana o tym, by dawać dziecku poczucie, że jest " DOBRE " a nie złe, jak to ma miejsce w ryzach religii. W efekcie dziecko takie ma wysokie poczucie własnej wartości, o wiele lepiej znosi swoje małe stresy.
A dziecko ma stresujący żywot, bardziej od dorosłych. Beztroska to mit.

Co ciekawsze...psycholog Gail Mathens na podstawie badań, doszedł do wniosku że ludzie tylko pewnych zawodów doznają szczególnego typu stresu, tak zwany " syndrom szarlatana ".
Jest to strach, że inni nas przejrzą i prawda wyjdzie na jaw. Wśród ankietowanych, doznających tego typu stresu są :
prawnicy, sędziowie, lekarzem, księża, pisarze.
MAJA STORCH - psychoanalityczka, psychoterapeuta.
Większość kobiet, pielęgnuje w sobie, w głębi duszy postać słabej dziewczynki, mogą na podstawie tego motywu zrozumieć, dlaczego w zetknięciu z silnym mężczyzną tak łatwo przyjmują rolę ofiary.
Idealnie obraz " ja-on " pasuje do relacji " ja-Bóg ", gdzie przyjęło się iż Bóg to rodzaj męski, powstaje więc relacja " córka-Ojciec ". Więc kobieta przyjmuje rolę ofiary, tak jak w relacjach " ja-rodzic " czy w związku małżeńskim.
Wiele z nich - z tych samych względów, co nasza dziewczynka bez rąk - uważa tę rolę za atrakcyjną. Ponieważ jednak drzemiąca w głębi ich duszy postać słabej dziewczynki jest zarazem postacią cienia silnej kobiety, osoby te nie zdają sobie z tego sprawy, są nieświadome też własnej gotowości do odgrywania tej roli. I właśnie fakt, że owa wewnętrzna słaba dziewczynka działa na płaszczyźnie nieświadomości, sprawia, że staje się tak bardzo niebezpieczna. ( Małgorzata ściślej mówiąc sugerowała że mi grozi choroba psychiczna )
Kieruje bowiem życiem kobiety potajemnie, bez jej wiedzy.
Właśnie dlatego, że cały dramat rozgrywa się na płaszczyźnie nieświadomości, nie może być kwestionowany ani kontrolowany.
Drzemiąca gdzieś w głębi duszy słaba dziewczynka sprawia, że silne kobiety stale muszą stawić czoło niebezpieczeństwu podporządkowania się mężczyznom, czy tworom zrodzonym o charakterze religijnym rodzaju męskiego, traktowania stanowionych przez nich praw bardziej serio od własnych.
W swym świadomym nastawieniu są aktywne, wyemancypowane seksualnie i samodzielne, ale ich wewnętrzna postać cienia zachowuje się niczym dziewczynka bez rąk - bezradna i wydana na pastwę męskiej samowoli.
Autorka sugeruje drogę indywiduacji jako drogę wyzwolenia.
– Czy religia jest największą nauczycielką moralności, bez której pogrążylibyśmy się w nihilizmie i chaosie – zastanawia się Maciej, matematyk. – Na pewno nie. Wszystkie wyższe wartości można poznawać i praktykować poza instytucjami religijnymi. W imię religii popełniano wiele zbrodni.
[...] – Życie bez duchowości jest niezrozumiałe i jałowe – dorzuca Anna, programistka komputerowa. – Ona jest nierozerwalnie związana z istotą ludzką. Kościoły to wykorzystują i zamykają ludzi w murach świątyń i dogmatów.
Pragniemy pojąć, czym jest przyjaźń, miłość, cierpienie, śmierć i odpowiedzialność za swoje życie. Nie mamy żadnego guru czy mędrca. Każdy ma własną wewnętrzną busolę, która go prowadzi, oraz wsparcie pozostałych. Paweł, nasz przyjaciel, został wolontariuszem w hospicjum. Powiedział, że to niezwykłe przeżycie, które go porusza i oświeca. Nasza kultura patrzy na umieranie z przerażeniem i odrazą. Natomiast Paweł odkrywa wzruszenie, współczucie i opiekuńczość.















