Milion powodow, do radosci, do zachwytu,
central miasta, kazdy w bance swojego bytu.
Kazdy jeden przedstawia swoja historie,
zaklada maske, na twarzy wypisana emocje.
Jeden powod, do wspolczucia, do smutku,
Jeden powod, do wspolczucia, do smutku,
central miasta, a on jeden na swoim wozku.
Sparalizowany od czubka glowy, po nieskonczonosc,
bez zadnej maski, na twarzy wypisana madrosc.
Czlowiek wiele razy mowi do siebie - DOSC!
Czlowiek wiele razy mowi do siebie - DOSC!
zmienia nawyki, siebie, widzi nie raz ukojenie w niebie.
Ale nie on, on nie moze zawolac - DOSC!!
Jest uwieziony i skazany na ludzkie spojrzenia,
obojetne, w swojej bance ogromnego cierpienia
Czlowiek narzeka, ze brak mu milosci,
a gdy juz ja ma, narzeka, ze brak mu wolnosci.Czlowiek narzeka, ze brak mu milosci,
Poloz sie na lozku, z mysla, ze juz ngdy nie wstaniesz,
pomysl, ze zycie polega tylko na otwieraniu oczu.
Czym jest milosc?...smiech, czy seks?
Czym jest troska, kazdy kolejny wdech jest bolem,
ze on tego nie zazna, kazdy kolejny dzien
wita z ogromnym trudem.
- Niedawno szedlem ulica w centrum miasta, widzialem ludzi usmiechnietych, ludzi zabieganych, zagadanych, radosnych, wszyscy w swoim swiecie.
I ten wiersz jest o nim.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz