Zacznę szybko i bez ceregieli, na pierwszy plan kościół.
Kościół obstaje przy tej śmiesznej idei piekła i nieba. Do nieba idziesz, gdy jesteś dobry, ludzie wierzą w pewne dogmaty i tak dalej. Do piekła natomiast, jeśli nie wykonałeś tego, co ludzie uważają za słuszne. Doprawdy, gdy się to przeanalizuje, nic się w tym nie klei.
Ludzie związani z kościołem mają ograniczone umysły...,
..i nie można się z nimi wznieść ponad pewien punkt. Wydaje im się, że zjedli wszystkie rozumy. Uważają, że jeśli przeczyta się biblię od deski do deski, to już ma się całą wiedzę w małym palcu. Poza tym nie potrafią zaakceptować niczego innego, nie mówiąc już o tym, że, choć wszyscy twierdzą, iż przyjmują słowa zawarte w biblii, to tylko niewielu ją czytuje.
W biblii....
...oczywiście jest wiele prawdy, wiele dobroci, choćby w prostych naukach Jezusa. Rzecz w tym, że chrześcijanie starają się zawęzić wszystko, próbują z prostych prawd Jezusa wyciągnąć wiele skomplikowanych przesłanek.Od wieków starają się zaciemnić je tak bardzo, że przestają one mieć cokolwiek wspólnego z Jezusem.
Czytanie biblii nosi w sobie zbyt dużo ryzyko, jest pewien rozdźwięk między prawdą a fikcją, którą dopisał sobie kościół, mając w tym swe własne cele. Kościół chce iść własną drogą . A jeśli ktoś zawierzy kościołowi i przyjmie jego naukę, to stwarza sobie pewne ograniczenia i może zapomnieć o jakimkolwiek rozwoju umysłu czy duszy.
Gdzie nie zdają sobie sprawy z tego, iż wiele rzeczy, w które wierzą ortodoksyjni chrześcijanie, w gruncie rzeczy nie istnieje. Człowiek ma skłonności do gmatwania sprawy. Głosy chrześcijan opowiadają, że różne odłamy chrześcijaństwa muszą się nauczyć, iż ich pogląd na Chrystusa nie jest prawdziwszy niż wyobraźnia rywali. Czy chrześcijaństwo stoi bliżej prawdy niż islam, hinduizm, buddyzm i inne religie na ziemi? Czy istnieje prawda uniwersalna?
We wszystkich organizacjach religijnych, znalazły sobie przystań dobre i szczere dusze.
Na nieszczęście jednak wiele tych istot potrafi wyobrazić sobie prawdę tylko w ograniczonym zakresie. Przyjmują tylko to, o czym są przekonane od dawna. Dla ortodoksyjnych chrześcijan boskie objawienia są zamkniętym rozdziałem. Ich wiedza została objawiona tylko im, i nikomu więcej. Nie zdają sobie sobie sprawy, że wielkich proroków spotkać można w każdym czasie. Ich religie dają im, w ograniczonym zakresie, rodzaj spokoju.
Ich pierwsza lekcja uczy, że należy zapomnieć o swoim " ja ", rozdawać miłość, a ona na pewno wróci. Ludzie ci pragną tkwić w swych przekonaniach.
Chyba można powiedzieć, że żyją w ignorancji. A ignorancja jet ślepotą.
Nadchodzi nowa era - new age...
Taaa....
A na serio, nadchodzi jednak czas, gdy każda istota ludzka zaczyna pragnąć szerszej wiedzy. Rozumie się przez to, że rozwój duchowy i umysłowy wykracza poza religijne poglądy. Jedni myślą, że to bunt przeciwko Bogu, czy popadanie w skrajny ateizm - nic z tych rzeczy, nie będziemy się skupiać na fanaberiach ani niewierzących, ani religijnych, nawiasem mówiąc mam na myśli drogę indywiduacji.
Czym jest proces indywiduacji? To rozwój psychiczny, to musi wykraczać poza daną religię, poza kościół.
Ten z kolei zarzuca ludziom rozwijającym się, konkurowanie z Bogiem, nienawiść do kościoła, uważa że ludzie odchodzący od kościoła a nawet chrześcijaństwa są zagubieni, wciąż szukający sensu życia - który można znaleźć de facto zdaniem kościoła w naukach Chrystusa. I ok, Chrystus to jedno, a religia to drugie, i wcale nie trzeba chlipać w kościele przy tych smętnych pieśniach, które hipnotyzują ludzkie i słabe umysły. Nie trzeba podzielać teologii i poddawać się demagogii kościoła, jakbyśmy sami nie wiedzieli co dla nas najlepsze.
Egoizm kościoła nie zna granic, głosząc iż Chrystus zbawił cały świat. Kościół katolicki odrzuca hinduizm, buddyzm itd., ignorując innych światowych nauczycieli np. Buddę, który nikogo nie zbawił, a wręcz nawoływał by wyzwalać się z cierpienia.
Czym jest proces indywiduacji? To rozwój psychiczny, to musi wykraczać poza daną religię, poza kościół.
Ten z kolei zarzuca ludziom rozwijającym się, konkurowanie z Bogiem, nienawiść do kościoła, uważa że ludzie odchodzący od kościoła a nawet chrześcijaństwa są zagubieni, wciąż szukający sensu życia - który można znaleźć de facto zdaniem kościoła w naukach Chrystusa. I ok, Chrystus to jedno, a religia to drugie, i wcale nie trzeba chlipać w kościele przy tych smętnych pieśniach, które hipnotyzują ludzkie i słabe umysły. Nie trzeba podzielać teologii i poddawać się demagogii kościoła, jakbyśmy sami nie wiedzieli co dla nas najlepsze.
Egoizm kościoła nie zna granic, głosząc iż Chrystus zbawił cały świat. Kościół katolicki odrzuca hinduizm, buddyzm itd., ignorując innych światowych nauczycieli np. Buddę, który nikogo nie zbawił, a wręcz nawoływał by wyzwalać się z cierpienia.
Jezusa zaś zajmował tylko duch, przezwyciężenie ciała, poddawanie się wszystkiemu, poświęcanie wszystkiego, co konieczne, gdyż rzeczy materialne nie prowadzą do Boga, ( Ale są od Boga ) tylko ludzie skupiają się nie na tym co trzeba. I tak Jezus pojawił się po śmierci, dał ludziom świadectwo i założył religię, lecz nie przyszedł po to, by zakładać religię, którą świat wyznaje nadal.
Gdyby nie zmartwychwstał, nie byłoby wiary chrześcijańskiej. Jestem przekonany, że gdy nawoływał, aby pójść za nim, nie chodziło mu o wyznawanie religii i czczenie dogmatów, lecz po prostu naśladowanie Go. Ale i tu ludzie źle pojęli samo znaczenie słowa " naśladowanie ".
Ludzie naśladując Jezusa, biorąc na siebie jego krzyż, uświadamiają sobie, że poprzez miłość i służbę Bogu znajdą zbawienie. Ale to największy fałsz wiary chrześcijańskiej, gdyż miłość do Boga nie wymaga cierpienia, ani niesienia na plecach krzyża, czy palenia na stosie lub zabijania po przez gilotynę.
To zwykły mord, który jest wyrazem własnej lub cudzej woli, cierpienie i ból po przez poświęcenie, jest wyimaginowanym substytutem miłości.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz